Pociąg dalekobieżny. Do przedziału wchodzą dwie młode damy taszcząc ogromne walizki (po dwie na każdą osobę). Zajmują miejsca. Pojawia się problem, co zrobić z bagażami. Po wymianie grzeczności wspólnie dochodzimy do wniosku, że stojąc na podłodze nie będą przeszkadzać.
-Wyrzucił nas na stacji i uciekł. Pani daleko jedzie?
-Gdańsk.
-To tak jak my. Wracamy z domu z wałówką. Mamy dokarmiają, bo egzaminy
blisko. Moja chyba oszalała. Mówiłam jej, żeby nie pakowała tyle bigosu, bo w mieszkaniu lodówka wysiadła, a drzwi na balkon nie wolno otwierać, bo odpadła klamka. A ona na to „bierz, bierz, uczysz się, a głowie potrzeba dużo jedzenia”.
-A co Panie studiują?
-Pielęgniarstwo. Ona jest na 4 roku, a ja dopiero zaczynam, ale mieszkamy razem i dojeżdżamy, żeby było taniej, bo jesteśmy prawie z jednego miasta.
-Piękny kierunek i spore zapotrzebowanie na rynku pracy. A co po studiach?
-Musimy odrobić staż w szpitalu.
-To pewnie w jednym z gdańskich szpitali by Panie chciały?
-E, chyba nie. U nas w powiatowym pewnie będzie miejsce.
-Ale w gdańskim mogłyby być szersze perspektywy.
-A na przyszłość planujemy wyjazd, gdzieś do Szwecji, przynajmniej ja. Na początek jako opiekunka, potem może jako pielęgniarka, ale niekoniecznie.
-A ja kiedyś chciałam wyjechać do Indii, za chłopakiem. On jest Indyj…czykiem.
-Hindusem.
-Kim?
-Hindusem – powtarzam i mimowolnie uśmiecham się do własnych myśli.
-Nie, Indianinem, pochodzi z Indii, ale już nie jesteśmy razem. Był bardzo zazdrosny, robił mi sceny. Nawet moja mama zauważyła.
-Indianie to rdzenni mieszkańcy Kanady Ameryki Północnej, np. z plemienia Nawaho, nie wspominając o tych z Ameryki Południowej, np. Majowie, Aztekowie, Olmekowie – moja profesja odbija się czkawką.
-Indianin to nie człowiek pochodzący z Indii?!- na twarzy obu moich uroczych rozmówczyń maluje się ogromne zdziwienie.
-Nie, ktoś pochodzący z Indii to Hindus – odpowiadam łagodnie.
-Nie wiedziałam.
Zdumiewające, myślę, w jak ogromnej niewiedzy żyła przyszła adeptka sztuki pielęgniarskiej.

No cóż… Kolumb był przekonany, że dopłynął do Indii i dlatego nazwał napotkanych tam ludzi Indianami. A to przecież była Ameryka. Chcę wierzyć, że o to chodziło tej studentce, bo niemożliwe, by ktoś z maturą nie wiedział takich rzeczy. Ręce opadają.
PolubieniePolubione przez 1 osoba