Zdążyłam. W biegu, w nieludzkim, poniżającym pośpiechu, ale zdążyłam. Od teraz zwalniam. Dochodzą do głosu niezaspokojone, atawistyczne potrzeby. Jeżeli za chwilę czegoś nie przełknę, zemdleję. I z tą myślą wchodzę do przytulnego, nieco hipsterskiego bistro. W środku unosi się zapach świeżo zmielonej kawy, który miesza się z łagodnym aromatem herbat oczywiście z całego świata, oraz ciast i deserów przygotowanych głównie z myślą o alergikach lub weganach, o czym świadczą m.in. wyraziste napisy na szybach.
– Czy mogliby Państwo przyrządzić naleśniki z twarożkiem i cynamonem?
– Tak, jak najbardziej. Z czym mają być crepes?
– Poproszę z waniliowym twarożkiem z dodatkiem żółtka i cynamonu.
– Wszystkie mają być z twarożkiem? Może chciałaby Pani spróbować z dżemem albo nutellą?
Od kiedy nutella jest wskazana jako składnik diety dla alergików, myślę, skoro już trafiłam do zwegowanego raju.
– Nie, dziękuję. Najbardziej smakują mi te z twarożkiem, posypane prażonymi płatkami migdałów. A do tego poproszę zielony koktajl w opakowaniu na wynos.
– Dobrze. Z jakich składników ma być smoothie?
– Zielonych. Z dodatkiem imbiru.
– Mamy różne smaki.
– Jarmuż jest?
– Niestety nie mamy jarmużu.
Przyszłam tutaj, by odreagować trudy dnia. Za chwilę nie będę pamiętać, co zamówiłam. Albo muzyka gra coraz głośniej, albo to mój puls.
– To szpinak.
– A co do szpinaku?
– Imbir tak, jak mówiłam.
Chcę, by było mi ciepło i by nikt niczego ode mnie nie wymagał przez kilka minut. Chcę się zdrzemnąć.
– I co jeszcze?
Uczę się być zadowolonym klientem.
Wracam z głową opuchniętą od układania planu kolejnego dnia. tamtych chwil? Zajmuję wygodne miejsce w pociągu. Koła stukają głośniej i głośniej. Uspokajam się. Jest ciepło. Wtulam się w szalik. Popadam w specyficzny rodzaj letargu właściwy tym, którzy podróżują koleją.
