Nocowałam w różnych miejscach, np. w pociągu pędzącym przez południowo-zachodnią Ukrainę, który miał zepsute szyby i zatrzymywał się gdzieś w stepach. Trudno określić, na których stacjach. Nie znam rosyjskiego, więc nie mogłam odczytać ich nazw Tak więc przez całą noc były otwarte okna i mogłam słuchać, czym żyje Ukraina i jej mieszkańcy, wtedy jeszcze nieuwikłani w zawiłe problemy polityczne. Spałam w wielu pociągach rozmaitych relacji. I doszłam do wniosku, że nie ma znaczenia, gdzie spędzam noce i co służy mi za poduszkę. Najczęstszą kołysanką w podróży jest dla mnie miarowy stukot kół. Nocowałam w starej szopie, w której hulały myszy, a szerszenie zdążyły opuścić swoje gniazdo. Spałam na starej łódce oraz w wieloletnim namiocie, który po burzy się nie rozleciał, a mnie nie spadła wówczas nawet kropla deszczu na głowę. Łóżka w internacie niepełnosprawnych dzieciaków były ultra wygodne. Odstąpiono mi jedno, abym miała cudne sny i nie musiała moknąć. Na wyposażeniu był też ciepły koc…
