Naleśniki

Męczą mnie niekończące się wędrówki po sklepach w poszukiwaniu uroczych drobiazgów, bez których śmiało można się obejść, gdyby nie wyraźne sugestie otoczenia wciąż zmieniającego gusta i guściki w zakresie potrzeb realizowanych podczas celebrowania świąt Bożego Narodzenia.

W pewien słoneczny dzień postanowiłam przełamać własną niechęć do praktykowania zakupów. Gdy w ekspresowym tempie uporałam się ze sprawunkami, pomyślałam, by zmęczonemu ciału zafundować niebiańską ucztę, a że jestem fanką naleśników w każdej postaci, nie omieszkałam pojawić się w słynnym lokalu serwującym owe specjały na kilkanaście sposobów.

Czas oczekiwania na realizację zamówienia od momentu jego złożenia wyniósł… bagatela, ok. 20 minut. Nadmienię, że zanim złożyłam zamówienie gośćmi lokalu była para cudzoziemców, która właśnie zakończyła konsumpcję i w angielskim stylu zbierała się do wyjścia.

Gdy już podano mi potrawę, okazało się, że jest kompletnie zimna, a ser żółty, którym ją posypano, nawet się nie rozpuszczał. Fety w ogóle nie było czuć w smaku, zatem postanowiłam jej poszukać. Nie znalazłam.

Jeśli otworzysz kiedyś naleśnikarnię, najpierw naucz się smażyć naleśniki, a potem zatrudnij kogoś, kto to potrafi. Dobrze go przeszkol ze znajomości składników, połączeń, receptury oraz sposobów serwowania. A na zakończenie etapu edukacji, zanim zechcesz mu zapłacić, przeprowadź egzamin praktyczny z całości. Powodzenia!

Dodaj komentarz