– Podlejesz roślinki u mnie w mieszkaniu?
– Tak, zajmę się nimi.
– Ale najpierw powiem Ci, które i jak, abyś wiedziała.
– Jasne.
– W jadalni skrzydłokwiaty, fiołki do spodeczka… Storczyków nie ruszaj.
– Dobrze. Wreszcie urządziłaś jadalnię. Super.
– Nie urządziłam. Wyznaczyłam kąt, w którym będziemy spożywać.
– W kuchni dracenę. Niedużo.
– W gabinecie, w którym niczego jeszcze nie ma oprócz roślinek na parapecie, anturium oraz wszystkie w zielonych doniczkach. Zapamiętasz? Gabinet to mały pokój. Nie ma tam nawet biurka. Nie pomyl z salonem, w którym nota bene równiez niczego nie ma.
– Postaram się zapamiętać, ale zaczekaj. Zanotuję. Nie masz biurka?
– Nie mam i nie wiem, kiedy będę mieć. Myślę o przewiezieniu starego, choć nie wiem, gdzie ono jest. Ale pomieszczenie nazwałam gabinetem, choć są tam głównie kartony z materiałami do pracy, mapy, jakieś resztki filcu, albumy ze zdjęciami.
– Też nie mam biurka. Ani służbowego, ani prywatnego.
– To jak piszesz i pracujesz? Przy czym?
– Na podłodze ustawiłam lapek, podłączyłam drukarkę. Maskotki do ćwiczeń są tuż obok. Przybory na zajęcia manualne również.
– Coś w naszym życiu poszło nie tak.
